TRAVEL

BRISTOL. NEW PLACE TO LIVE IN.

11:08 AMCALL ME GINO




Nowe miejsce, nowe otoczenie. Trudno było mi się zebrać, aby coś tu naskrobać.
 
Może zacznę od tego, że pomysł przyjazdu do miejsca gdzie obecnie przebywam, zrodził się dosyć spontanicznie, bo w klubokawiarni przy piwie (grawitacjo jesteś wielka!) 

W pierwotnej wersji zamysł był taki, aby wyjechać do Kalifornii. W trakcie zbierania pieniędzy na wyjazd zamysł się trochę zmienił i jestem tu gdzie jestem. Nie mniej jednak nie oznacza to, że pierwotna wersja planu poszła w nie pamięć.  
Tak więc od miesiąca mieszkam w Bristolu. Wszystko jest tu zupełnie inne, niż jeszcze do niedawna było w Polsce. Czy lepsze? Jak do chwili obecnej odnoszę wrażenie, że znacznie. 
Jak chciałem zobaczyć Londyn, tak go nie zobaczyłem. Co tam, że byłem w nim od 6 rano do popołudnia. Przez że tak delikatnie to ujmę „zagubienie się” nie zobaczyłem nic, no może prawie, bo w ostatniej chwili pędząc szybko na bus'a do Bristol'u minąłem Buckingham Palace. Pogoda była na tyle wymęczająca i brzuch bolał mnie na tyle mocno, że jedyna rzecz, o której marzyłem to znaleźć się na łóżku w moim nowym pokoiku a najlepiej to wziąć jeszcze przed tym odświeżający prysznic po całodziennym chodzeniu w niemiłosiernym upale... 
... I tak właśnie się stało jeszcze tego samego dnia późnym popołudniem zaraz po dojechaniu na miejsce. 
Pierwsze wrażenia po przyjeździe do Bristolu? 
Angielskie San Francisco! Przypuszczam, że to jedyne albo jedno z nielicznych dużych miast w Anglii z tak dużą ilością terenów górzystych. Ma to swoje plusy i minusy. Jesteś szczęśliwy/a dopóki schodzisz z górki, gorzej, jeśli musisz pod nią wejść. Na początku raczej to zbytnio nie wadzi w codziennym funkcjonowaniu, po jakimś czasie zaczynasz myśleć, że kolejne miasto, w jakim zamieszkasz musi być niziną o idealnie równym ukształtowaniu powierzchni, hahaAnyway, są i plusy! Jak już wejdziesz pod te górkę, to czeka cię rekompensata w postaci zapierających dech w piersiach widoków (No dobra, może przesadziłem, ale ja naprawdę lubię ten widok na tysiące domów, które w większości wyglądają tak samo). 
Komunikacja miejska jest raczej do bani. Ok, co prawda przeważają autobusy piętrowe, co jest całkiem fajną odmianą od tego, co mamy w PL aczkolwiek bilety raczej są drogie + nigdy nie jesteś pewien, czy twój autobus przyjedzie, czy też nie. 
Inna kwestia to mentalność. Ludzie są bardzo pomocni i uprzejmi, czasem mam wrażenie, że nawet zbyt bardzo. Po usłyszeniu 50x w ciągu dnia „You alright?” już trochę wymiękają mi uszy no ale to jakiś rodzaj uprzejmości więc lubię to. 
Anglia przypomina mi nieco Holandię, zwłaszcza ze względu na budownictwo. Ilość domów wolnostojących jest tu co prawda znacznie większa, tak czy inaczej, to niemalże identyczny styl, który w połączeniu z uliczkami i lokalnymi sklepami naprawdę przypomina kraj tulipanów, wiatraków, chodaków i sera! 
Co się od razu widzi to też duża ilość pięknych, zadbanych parków, prawdopodobnie znaczna ich część znajduje się na wzgórzach, tym lepiej, bo zawsze to przyjemniejszy widok dla oczu, bo na całe miasto dla przykładu. 
Największym zainteresowaniem cieszy się chyba Clifton Suspension Bridge. Każdemu polecam zobaczyć, na tle klifów wygląda naprawdę interesująco, widok w tle na selfie-bezcenny :D 
Najciekawszy z tego wszystkiego jest chyba fakt, że kręcili tu mój ulubiony serial. Ktoś wie jaki? No? No? Come on, oczywiście, że SkinsWciąż nie do końca w to wierze, w to, że ta cała sceneria jest mi teraz tak bliska. 
 Co więcej? Mając prace za najniższą krajową można tu wieść naprawdę spokojne życie nie szczędząc sobie niczego, a przy tym mieć wynajęty cały dom/mieszkanie bądź co najmniej pokój. Zapewne cała ma „opowieść” wyjaśniła nieco powody emigracji Polaków do UK no ale, co prawda to prawda, czego nie robi się dla godziwego życia? 
 Coraz to odkrywam nowe, interesujące miejsca, a co za tym idzie, robię dużo zdjęć. Jedno z miejsc niedaleko domu urzekło mnie najbardziej, a mianowicie cmentarz(e?) 
Arnos Vale i Holy Souls to cmentarze, do których wchodzimy z przeciętnym nastawieniem a wychodzimy raczej z WOW na twarzy. Oba znajdują się obok siebie, graniczą praktycznie płotem. Holy Souls jest mniejszy, cały na totalnie otwartej przestrzeni, zapuszczona trawa i groby sprzed 200 lat. Arnos Vale jest znacznie bardziej intrygujący. Ma dwie że tak to ujme sekcje. Pierwsza to otwarta przestrzeń, bardzo uporządkowana, czysta. Na jej tle idealnie kontrastują zaniedbane groby sprzed kilku stuleci wstecz. Druga sekcja zaczyna się w momencie wejścia do lasu (tak, to dalej cmentarz) gdzie wszystko jest totalnie oddane naturze. Groby i pomniki zarośnięte roślinnością i otoczone wysokimi drzewami wywołują klimat grozy, wrr. aż mam ciary. Trochę się rozpisałem w tej kwestii, ale to pewnie dlatego, że takie tajemnicze klimaty urzekają mnie najbardziej na świecie. Zdjęcia jak to zdjęcia, nie oddadzą rzeczywistego klimatu, tak czy inaczej, zapraszam do obejrzenia, enjoy! 


PS: Zaraz po Polsce najwięcej wejść na bloga pojawia się z UK i USA. Następny post bedzię już w dwóch językach ; ) 



 LONDYN                                                                                                 









BRISTOL

















HOLLY SOULS I ARNOS VALE











CLIFTON SUSPENSION BRIDGE


























You Might Also Like

3 komentarze

  1. Zazdroszczę Ci , że mieszkasz w Bristolu ; ) Mi się bardzo podobało w Anglii i na pewno tam wrócę ; )
    http://miinka.blogspot.com

    ReplyDelete
  2. świetne są te zdjęcia, szczególnie ten cmentarz robi niesamowite wrażenie. ;) mnie do Anglii nie ciągnie, na razie ciągle się zachwycam Polską i niekoniecznie mam ochotę na emigrację. rozumiem jednak motywację innych młodych ludzi, którzy się na to decydują. ;)
    pozdrawiam.
    http://poprostumadusia.blogspot.com/

    ReplyDelete
  3. Ale to wszystko świetnie wygląda! *.*
    Wyjechałeś sam czy ze znajomymi?c:

    ReplyDelete

Popular Posts

Flickr Images

Contact Form